czwartek, 16 lutego 2017

Anna Wdowiak

Łatwy cel




Chyba każdy spotkał w swoim życiu osobę wyobcowaną, odsuniętą na bok przez innych, zapewne nieśmiałą i samotną. Wielu takich ludzi żyje na świecie. Sztuka polega nie na tym, żeby ich odnaleźć, ale by w odpowiedni sposób do nich dotrzeć. Wykorzystać ich marną pozycję w społeczeństwie. Brzmi egoistycznie? Okrutnie? Bezsprzecznie tak. Niestety niektórzy potrafią zrobić wiele dla dobra własnej sprawy, a manipulowanie kimś, kto na takie zabiegi jest podatny, to dla nich jedynie środek do osiągnięcia sukcesu.
Należy zauważyć, że taki człowiek może być łatwym celem. Jest samotny, dzięki czemu szybciej będzie można zdobyć jego zaufanie i przyjaźń. Jeśli bowiem czegoś bardzo pragniemy, łatwowiernie podążamy za tymi, którzy nam to oferują. Może się jednak okazać, że taki samotnik wcale nie chce zyskać nowych perspektyw i więzi, przez co jest tylko bardziej podejrzliwy. W obydwóch przypadkach - jako że człowiek jest jednak stworzeniem stadnym i potrzebuje towarzystwa - prędzej czy później podda się swoim instynktom i skorzysta z okazji, by kogoś poznać.
Żeby wszystko poszło sprawnie i by nie stracić samotnika, trzeba przez dłuższy czas go obserwować. Wiedzieć na tyle dużo, aby nie popełnić najmniejszego błędu. Mieć zakodowane w głowie, o której godzinie jeździ autobusem, jakie ma zainteresowania, a czego nienawidzi. Korzystając z tych informacji, można stworzyć obraz postaci niesamowicie podobnej, jakby skrojonej na jego miarę. Niezłym pomysłem jest też zaprezentowanie siebie tak bardzo kontrastowo w stosunku do niego, żeby wzbudzić zainteresowanie „wybrańca”…

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Alan wsiadał do autobusu na przystanku niedaleko piekarni, dlatego ona musiała wsiąść jeden dalej. Oczywiście nie w byle jaki dzień, do tego konieczne było, żeby środek transportu był zatłoczony. Praktycznie brak miejsc siedzących. Środa była idealna. Większość mieszkańców miasta robiła poranne zakupy na targu, później musieli jakoś wrócić do domów. Po przejechaniu paru kilometrów wewnątrz robiło się na tyle miejsca, że można było swobodnie stanąć, bez ściskania się z innymi osobami. Niektórzy szczęściarze mogli nawet cieszyć się podróżą na trzęsących się bez przerwy krzesłach.
Chłopak był jednym z tych szczęściarzy. Co prawda zaraz dosiadła się do niego jakaś staruszka, ale na następnym postoju opuściła autobus. W tym samym momencie weszła Nadia. Cała zdyszana, bo prawie się spóźniła. A przynajmniej takie musiała sprawiać pozory.
Od razu go wypatrzyła. Bezceremonialnie zajęła miejsce obok niego. Zdyszana rozsiadła się wygodnie.
-     Mam na imię Nadia - przywitała się, wyciągając rękę w stronę swojego samotnika.
Ten niechętnie uścisnął jej dłoń i wyjawił jak się nazywa. Już samo imię wzbudziło w nim pewną niechęć, a uczucie to pogłębiał wręcz bijący od dziewczyny optymizm.
-     Pomyślałam, że skoro mamy przed sobą jeszcze jakieś pół godziny jazdy,
moglibyśmy porozmawiać. Chodzimy razem do szkoły, wiesz?
Alan mruknął coś niezrozumiale i – by ukazać swoją niechęć do rozmowy – włożył słuchawki do uszu.
Podróż każdemu z nich minęła inaczej. Jemu wśród melodii granych przez ulubiony zespół, a jej przy odgłosach telepania starego autobusu. Postanowiła dać Alanowi czas na przemyślenie nowej znajomości. Zdecydowanie zbyt energicznym ruchem pomachała mu na pożegnanie i szybko ruszyła do szkoły, zostawiając go w tyle.
Na żadnej z przerw nie zauważył nigdzie tej dziwacznej dziewczyny. Właściwie było mu to obojętne, nie zastanawiał się nad tym, gdzie może być w danym momencie, lecz co jakiś czas łapał się na wypatrywaniu tryskającej energią głowy w tłumie.
Następnego dnia nie jechali razem. Ani przez kolejny tydzień. Alan już prawie zapomniał o tej dziewczynie. W szkole w ogóle jej nie widywał.
Wchodził spokojnie do szatni, by odebrać swój czarny płaszcz, gdy nagle ktoś popchnął go na ścianę.
-   Hej, za dwie minuty mamy autobus, radziłabym ci się pośpieszyć! - rzuciła Nadia
zamiast choćby kurtuazyjnego „przepraszam”. Alana zatkało, zaraz jednak ocknął się i pobiegł za koleżanką na przystanek.
Dotarli w tym samym czasie, gdy kierowca, nie zwracając uwagi na dobiegającą młodzież, ruszył. Zamknął im drzwi dosłownie przed nosem.
-   To są chyba jakieś żarty - jęknął samotnik. Nie był jedynym „zadowolonym” z takiego
obrotu sytuacji. Okazało się, że Nadia miała od razu po powrocie stawić się na wizycie u dentysty. Nie obeszło się bez pokazania chłopakowi wady uzębienia. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się być w porządku, jednak po przyjrzeniu się, widać było cztery ostre, mocno wystające kły.
Alan nie miał ochoty tego komentować, ale jej uzębienie bardzo przypominało mu szczękę wampira. Zaraz zganił się za to porównanie. Dziewczyna była całkowitym przeciwieństwem upiora. Była bardzo żywiołowa, chodziła po dworze w najjaśniejszych promieniach słońca, męczyła się jak każdy inny człowiek. Tylko jej skóra wydawała się być nienaturalnie blada. Geny” - pomyślał.
Dziewczyna pojawiała się w szkole i znikała. Raz dręczyła go swą obecnością praktycznie bez przerwy, a następnego dnia nigdzie jej nie było. Alan zdołał się już przyzwyczaić do tej uśmiechniętej, bladej buźki. Po prostu została wpisana w jego codzienność. Przez długi czas nikomu nie pozwolił zbliżyć się do siebie aż tak bardzo. Nadii nie musiał okazywać swojej niechęci, gdyż nie miało to żadnego sensu. Jeśli była, to była i już. Czasem nawet zarażała go swoim optymizmem. Jakby dawała mu część tej ogromnej energii, sprawiając, że zaczynał patrzeć na świat w inny sposób. Zauważał wówczas, ile piękna go otacza.
To przy niej czuł się swobodnie, potrafił się otworzyć. Wydawało mu się, że została zrzucona z nieba. Rzeczywistość była jednak nieco bardziej okrutna, a Nadia wyszła ze świata nieprzypominającego w niczym rajskiej szczęśliwości.
Pewnej nocy Alan - targany złymi przeczuciami - nie mógł spać. Rano nie pojechał do szkoły autobusem, lecz zawiózł go ojciec. W drodze słuchali radia. Nagle spiker przerwał lecącą muzykę i zaprosił do wysłuchania najnowszych wiadomości. Alan po pierwszej informacji przeżył cios. Niedaleko jego miejscowości znaleziono zwłoki dziewczyny. W jej ciele nie było ani kropli krwi.
Chłopak zaczął się trząść, wytarł spocone dłonie w spodnie. Starał się nie myśleć o tym, że Nadii nie ma w szkole. Gdyby to ona była ofiarą zbrodni, nauczyciele już dawno zostaliby o tym powiadomieni i natychmiast przekazaliby tę smutną wiadomość uczniom, a na ich twarzach nie było przecież żadnych skrajnych emocji.
Z trudem wytrzymał do końca lekcji. Jak zwykle rzucił się biegiem na autobus powrotny. Gdy był już w domu, wykręcił numer do Nadii. Jeden sygnał. Drugi. Nic. Przepraszamy, wybrany abonent nie odpowiada. Spróbuj później ponownie. Starał sobie wmówić, że to jeszcze nic nie znaczy. Że mogła gdzieś zostawić telefon, a to że nie było jej w szkole, to czysty przypadek. Jednak nie mógł powstrzymać drżenia rąk i ścisku w żołądku, który łączył się z okropnymi mdłościami. Nie miał pojęcia, gdzie ona może teraz być. Nigdy nie zaprowadziła go do swojego mieszkania. Do tej pory nie sprawiało mu to żadnego problemu, spotykali się u niego lub w jakiejś knajpce, jednak teraz strasznie tego żałował. Mógłby ją teraz odwiedzić i upewnić się, że wszystko jest w porządku. Zadzwonił do dziewczyny jeszcze kilka razy, efekt wciąż był ten sam.
Doprowadzało go to do szaleństwa. Nareszcie się na kogoś otworzył i teraz miało być mu to zabrane? Widocznie przeznaczone jest mu życie samotnika…
Do późnej nocy siedział na łóżku, a jego ciałem wstrząsały spazmatyczne drgawki. Z ust wydobywał się niechciany szloch. W końcu zasnął. Rano nie pamiętał żadnego snu.
Następny dzień w szkole rozpoczął od rozmowy z nauczycielką. Bez zbędnych ceregieli zaczął temat Nadii. Zapytał, czy ma jakiekolwiek informacje od niej, bądź od jej rodziców, jaki jest powód jej nieobecności i - najważniejsze - czy, nie daj Boże, słyszała o tragicznym wypadku z jej udziałem. Kobieta tylko spojrzała na niego dziwnie. Jej odpowiedź była ostatnim, czego Alan się spodziewał.
-   W naszej szkole nie ma żadnej uczennicy o imieniu Nadia.
Poczuł jakby ktoś uderzył go pięścią w brzuch.
-   Nie mam głowy do imion, może pamiętasz jej nazwisko? - zapytała nauczycielka,
widząc reakcję ucznia. I wtedy, ku swojemu zdziwieniu, Alan zdał sobie sprawę, że go nie zna. Po przedstawieniu się sobie w autobusie nigdy więcej do tego nie wracali, nie miał z nią żadnych lekcji, więc nie słyszał, jak wyczytują ją z listy, nie miał w ręku ani jednego jej zeszytu. Co jest?! Przecież nie mógł sobie tego wszystkiego wymyślić. Chyba, że miał coś poważnie nie tak z głową?
-   P-przepraszam, chyba coś mi się pomyliło. Do widzenia - wyjąkał. Miał szeroko
otwarte oczy i wpatrywał się w jeden punkt. Stał jak wryty, nie potrafiąc tego wszystkiego zrozumieć. Nie chciał uwierzyć, że to wszystko było nieprawdą.
-   Alan, wszystko w porządku? - zmartwiła się kobieta.
-   Tak… W jak najlepszym porządku. Do widzenia - zapewnił i odszedł sztywnym
krokiem w przeciwną stronę od sali, w której miał lekcje. Kroczył, nie wiedząc właściwie gdzie. Nie zwracał uwagi na to, co dzieje się wokół niego. Szedł pod prąd, który tworzyli uczniowie ruszający na lekcje. Po dzwonku, którego Alan nie słyszał. Korytarz był już pusty, a on nie miał zamiaru wracać na zajęcia .
I nagle ją zobaczył. Stała przy wejściowych drzwiach, coś robiła przy oku. Niewiele się zastanawiając, podbiegł do tyle dla niego znaczącej istotki i chwycił ją w ramiona. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, jak okropnie była zimna.
-   Gdzie byłaś? Bałem się o ciebie, myślałem, że nie żyjesz. A nauczycielka opowiadała
mi niestworzone historie…
Wypuścił ją z objęć. Wówczas zobaczył, że jej oczy mają dwa różne kolory. Jedno wyglądało tak jak zawsze, lecz w drugim tęczówka miała odcień krwistej czerwieni. Nie zdążył zadać kolejnego pytania, bo odpowiedź już nadeszła.
-   Alan, ja… Musisz mi pomóc. Na pewno nie uwierzysz w to co ci teraz powiem, ale
proszę, postaraj się mnie zrozumieć - przerwała, badając jego reakcję. Kontynuowała, była na skraju wytrzymałości, mówiła płaczliwym głosem. - Ja nie chodzę do tej szkoły. Nie chodzę do żadnej szkoły. Nawet nie jestem człowiekiem! Jestem wampirem! Wcale nie mam wady uzębienia, to są moje kły. A to, co teraz widzisz - wskazała na oko - to prawdziwy kolor... Moja skóra nie bez powodu jest taka blada. Dotknij mojej dłoni, czy kiedykolwiek znałeś człowieka o tak niskiej temperaturze ciała? - chwyciła jego rękę. Dłoń rzeczywiście była lodowato zimna. Przeszył go dreszcz, sam nie wiedział, czy przez ten dotyk czy wiadomości, które zbyt szybko docierały do jego mózgu. - A słońce? Strasznie pali, ale jakoś daję radę. W lato od razu bym spłonęła.
Przerwała. Patrzyła tylko na chłopaka, który momentalnie pobladł. W końcu się odezwał.
-   Może to błąd, wierzę ci, choć nie mam pojęcia dlaczego.
Dziewczyna westchnęła z ulgą. Pokrótce wyjaśniła mu, czego od niego oczekuje. Musieli pojechać do pewnego, opuszczonego miejsca, w którym została uwięziona cała jej rodzina. Łowca wampirów niegdyś wyłapał ich wszystkich, nie zauważając jedynie Nadii. Resztę zamknął w lochach starego zamczyska. Ona sama nie mogła ich uwolnić, ponieważ ów myśliwy zabezpieczył cały teren zaklęciami antywampirycznymi oraz paroma innymi sposobami. Zdjąć je mógł tylko człowiek, otwierając „grobowiec” demonów.
Alan, oślepiony uczuciami do dziewczyny, nie zauważył, czym grozi realizacja tego planu. W końcu upiory te żywiły się ludzką krwią. Jeśli je wypuści, wygłodniałe potwory z pewnością pozbawią życia dziesiątki ludzi. Alan zgodził się na postawione przed nim  zadanie. Bez zgody rodziców pożyczył samochód. Na nieszczęście Nadia posiadała prawo jazdy. Parę godzin później byli już na miejscu.
Wokół zamku nie było ani jednego człowieka. Wokół ruin rozpościerał się las składający się wyłącznie z jednego gatunku drzew - topoli osiki. Masywną, kamienną budowlę okalał wielki mur, znajdowało się w nim jedno wejście. Stalowa, ciężka brama.
Nadia została w samochodzie, który zaparkowała w bezpiecznej odległości od lasku, jakby obawiała się, że drzewa mogą zadziałać niczym osikowy kołek. Alan ruszył sam. Pchnął drzwi, ale ani drgnęły. Okrążył mur parę razy, jednak nie znalazł żadnego ukrytego przejścia. Zaczął więc szukać jakichś wystających kamiennych bloków, po których mógłby się wspiąć. Zaraz zaprzestał poszukiwań, ściana była bardzo wysoka, niebezpiecznie byłoby z niej później zeskoczyć. Stanął pod bramą. Ta niewiele przekraczała jego wzrost. Postanowił podciągnąć się i opaść na ziemię po drugiej stronie. Wziął rozbieg, wybił się w ostatniej chwili i chwycił górną część drzwi. Wpadł na nie z takim impetem, że prawie spadł. Stal była lodowato zimna. Nie miał oparcia dla stóp, chciał znaleźć jakąś wystającą część dla nóg, ale buty tylko ślizgały się po gładkiej powierzchni bramy. W końcu wytężył całe swoje siły i przerzucił się na drugą stronę. Upadł ciężko na ziemię, aż zaparło mu dech w piersiach. Zaczął kaszleć, lecz przezwyciężył ból i wstał. Zawróciło mu się w głowie i prawie znów wylądował na ziemi, ale zaraz oparł się o mur. Gdy utrzymał równowagę, podszedł do wrót zamku. Tam poszło jak z płatka, zardzewiała zasuwa rozsypała się, kiedy uderzył w nią kamieniem.
Wewnątrz było bardzo ciemno i brudno. Gdzieniegdzie wisiały grube pajęczyny, a posadzkę pokrywała gęsta warstwa kurzu. Były po niej porozrzucane dawno już zepsute główki czosnku. Ale nie to zdziwiło Alana. Zaskoczyły go natomiast tysiące krzyży powieszonych na ścianach. Było ich tak wiele, że praktycznie całe je zasłaniały, przez co trudno było nawet stwierdzić, na jaki kolor zostały pomalowane. Wśród nich, w gablotach, wisiały księgi – różne wydania Biblii.
Korzystając ze wskazówek Nadii, Alan zszedł do lochów. Poruszał się ostrożnie, było ciemno, a on oświetlał sobie drogę kieszonkową latarką. Nareszcie dotarł do kolejnych stalowych drzwi. Te były zamknięte na kłódkę, w której - o dziwo - znajdował się klucz. Przekręcając go, chłopak zastanawiał się nad głupotą człowieka, który go w niej zostawił. Nie zdawał sobie sprawy, że właśnie popełnia największy (i ostatni) błąd w swoim życiu. Następstwem szczęku zamku były dziwne szmery docierające zza przeszkody.
Otworzył drzwi, w jednym momencie zdejmując wszystkie antywampiryczne zaklęcia. Nawet nie zdążył mrugnąć, gdy setki spragnionych jego krwi wampirów wyleciały na zewnątrz. Natychmiast rzuciły się na niego, wbijając swe kły w jakiekolwiek wolne miejsce na ciele. Nie trwało to długo. Upiory w ciągu paru sekund uciekły ze znienawidzonego więzienia, zmieniły się w nietoperze i wyleciały na wolność, zostawiając ciało samotnika pozbawione nawet najmniejszej kropli krwi, całe pokryte ugryzieniami.


Parę dni później Nadia z uśmiechem czytała gazetę na przystanku. Strony wypełnione były wiadomościami o morderstwach, którym towarzyszyły bardzo podobne okoliczności. Ciała całkowicie pozbawione krwi, porzucone w kompletnie przypadkowym miejscu. Wszystkie nosiły ślady ugryzienia jakiegoś „zwierzęcia”. Na kolejnych kartkach opisane były wybuchy paniki ludzi. Wywiady z prowadzącymi śledztwo. Paręnaście ostatnich stron zajęły nekrologi ofiar.
Dziewczyna podniosła głowę, na słupach, latarniach bądź tablicach ogłoszeniowych powieszone zostały kartki. Na wszystkich widniał duży napis głoszący słowo „ZAGINIONY”, pod nim znajdowało się zdjęcie, ciągle to samo. Chłopak mogący mieć jakieś 17-18 lat. Następnie wszystkie okoliczności dotyczące zaginięcia. Skradziony samochód, ucieczka ucznia ze szkoły, dziwna rozmowa z nauczycielką. Chłopak miał na imię Alan.
Niewielu ludzi chodziło teraz po mieście. Większość z nich bała się wystawić nos choćby centymetr za drzwi. Jeśli już musieli gdzieś wyjść, to tylko w grupach. Świat od dawna nie słyszał o tak ogromnej fali zbliżonych do siebie morderstw czy zaginięć popełnianych w tak krótkim odstępie czasowym. A wszystkie te wydarzenia w zawrotnym tempie zaczęły wykraczać poza granice miasta.

Nadia z uśmiechem na ustach zgięła egzemplarz „Mojego Miasta” i wrzuciła go do kosza na śmieci. Była istotą, która potrafiła zrobić wiele dla dobra sprawy. Nawet jeśli miało to oznaczać stracone przez kogoś życie.

Napisaliśmy zbiór opowiadań:)

Nasz autorski zbiór opowiadań!

Nie każdy lubi czytać (wielka szkoda). Nie każdy lubi pisać (równie wielka szkoda). W dzisiejszych czasach coraz rzadziej można spotkać  młodego człowieka, który ma potrzebę wyrażania siebie, swojego wewnętrznego świata poprzez twórczość literacką.

Wbrew temu przekonaniu w naszej szkole udało się stworzyć grupę pozytywnych „odmieńców”, którzy chcą pisać i czerpią z tego radość. Wspólnie - w ramach projektu wydawnictwa Ridero „Misja książka” -  stworzyliśmy zbiór opowiadań „Opowieści kłem pisane” z wampirem w roli głównej. Poza Hanią z III klasy, pozostali autorzy to pierwszoklasiści. Dopiero startują literacko, ciągle się uczą, ale mam nadzieję, że już na tyle rozsmakowali się w „radości pisania”, że nie zejdą z tej drogi.
Każde opowiadanie jest inne, w każdym wampir występuje w innej odsłonie, innym wcieleniu – nawet tym najbardziej ludzkim… Każdy autor wniósł do zbioru ważną cząstkę siebie, dlatego też chciałbym indywidualnie podziękować:
o   Ani Kiljańskiej za wampiryczną zagadkę kryminalną (a ja ostatnio lubię kryminałyJ),
o   Hani Białas za subtelny humor i za to, ze swoje ciepło przelała w opowieść o „przyjacielu wampirze”,
o   Patrycji Rutynie za to, że kilka razy rozbawiła mnie do łez,
o   Ani Wdowiak za psychologiczne pogłębienie tematu,
o   Kubie Święcickiemu za ludzki wymiar egzystencji wampira,
o   Sandrze Madej za wiarę w siłę przyjaźni,
o   Natanowi Świercowi za wiedzę historyczną, do której poszerzenia w zakresie I wojny światowej zmobilizował również mnieJ,
o   Patrycji Peździe i Natalii Sekule, które wykonały ilustracje, zaprojektowały okładkę i wraz ze mną były pierwszymi recenzentkami książki.

Moi drodzy,  dla mnie jesteście wielcy,  a praca z Wami to  prawdziwą przyjemność.
W kolejnych postach pojawią się wszystkie opowiadania, które złożyły się na nasz zbiór. Przeczytajcie!

środa, 15 lutego 2017

Dla utalentowanych wokalnie!



Uwaga!!! Wyjazd do Teatru Bagatela w Krakowie

09 marca - spektakl "Najdroższy", Kraków. Teatr Bagatela
Wyjazd połączony z krótką wycieczką po żydowskim Krakowie
Koszt - ok. 100 zł
Zapraszam wszystkich zainteresowanych.

Najdroższy (Cher trèsor)
Arcymistrz francuskiej lekkiej komedii, Francis Veber, znów wplątuje swego ulubionego bohatera w kłopoty. François Pignon, niezaradny życiowo pechowiec, stracił równocześnie pracę i żonę. Czy jeśli jest tak źle, to może być już tylko lepiej? Do czego doprowadzi seria nieoczekiwanych spotkań i zaskakujących zwrotów akcji? Zapraszamy na przezabawny i błyskotliwy wieczór w wybornym towarzystwie i najlepszym paryskim stylu.
http://www.bagatela.pl/spektakl/najdrozszy

Relacje przedszkolne...trochę wspomnień...

Licealiści czytają przedszkolakom

Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Wojkowicach to szkoła, która nie boi się wyzwań. Wierzymy w to, ze uczymy się nie tylko na lekcjach, dlatego chętnie podejmujemy się realizacji różnorodnych przedsięwzięć dodatkowych. Opiekunem Klubu Czytelniczego w naszej szkole jest pani Agnieszka Mańka – polonistka, bibliotekarka – która w naszej szkole koordynuje większość inicjatyw humanistycznych. Do klubu należą zarówno uczniowie (a raczej uczenniceJ) Liceum Ogólnokształcącego, jak i Technikum Architektury Krajobrazu. Do współpracy z nami w ramach programu PoczytajMY przystąpiło cudowne miejscowe Przedszkole im. Przyjaciół Bajek.

Przygotowanie każdych kolejnych zajęć opiera się na burzy mózgów… Długo zastanawiamy się, co tym razem przeczytać dzieciakom, w co się z nimi pobawić. Jednak gdy pojawi się już pomysł na tekst, błyskawicznie wymyślamy zabawy, piosenki, malowanki… Zawsze dbamy o to, żeby zajęcia były różnorodne i by przedszkolaki z nami się nie nudziły.
W lutym długo zastanawiałyśmy się, co tym razem przeczytać dzieciom, czym je zainteresować, po czym wpadłyśmy na … dość oczywisty –jako że jesteśmy uczennicami klasy mundurowej- pomysł. Postanowiłyśmy zaprezentować przedszkolakom zawody, w kierunku których podjęłyśmy kształcenie w naszym LO.
Dodatkowo zainspirował nas wiersz Jana Brzechwy „Pali się”, w którym w niezwykle zabawny sposób ukazana została akcja strażacka. Po lekturze rozmawiałyśmy z maluchami na temat pracy strażaka czy policjanta, sytuacji, w których należy zwrócić się o pomoc do przedstawicieli tych służb, wspólnie powtarzaliśmy numery telefonów alarmowych.
W końcu przyszedł czas na największą atrakcję… Do przedszkola przyniosłyśmy bowiem elementy umundurowania koszarowego i galowego, prawdziwe hełmy strażackie oraz czapki policyjne. Zaczęło się wielkie przebieranie i fotografowanie… Umundurowane maluchy prezentowały się znakomicie!
Na koniec wspólnie z dziećmi kolorowałyśmy przygotowane przez nas specjalnie dla nich obrazki – oczywiście wozu strażackiego i policjanta z psem  . Jak zwykle dzieci opowiedziały nam wiele historii, tym razem takich, które przydarzyły się im w mniejszym lub większym związku z policją czy strażą  .

Kolejne spotkanie z przedszkolakami upłynęło pod hasłem: Strach ma wielki oczy. Tym razem zabawa była inspirowana wierszem Zofii Serdecznej „Sama w domu”. Na czytaniu się jednak nie skończyło… opowiedziałyśmy maluchom o tym, czego my kiedyś się bałyśmy i jak te lęki udało się nam przezwyciężyć, potem przedszkolaki  same opowiadały o swoich „strachach”. Następnie była zabawa w robienie przerażonych oraz straaaaasznych min.  Bawiłyśmy się przy tym nie gorzej niż pięciolatkiJ. Następnie wspólnie zastanawialiśmy się, co robić, żeby radzić sobie ze strachem? Przygotowałyśmy  także dla maluchów  rysunki najbardziej „potwornych potworów”  i wspólnie z nimi pracowałyśmy nad tym, żeby straszny potwór stał się śmieszny. Smok w serduszka? Dlaczego nie… Kreatywność maluchów przeszła nasze najśmielsze oczekiwania!
Przed Świętami Wielkanocnymi rozmawiałyśmy z przedszkolakami o dobrych manierach, zachowaniu przy stole, a także zdrowym i niezdrowym jedzeniu. Po raz kolejny sięgnęłyśmy do książki Grzegorza Kasdepke „Bon czyli ton. Savoir vivre dla dzieci” . Dzieci z uwagą wysłuchały dwóch opowieści o Kubie i Bubie, którzy ku utrapieniu babci Joasi popełniali kolejne gafy przy stole. Okazało się, że nasze przedszkolaki doskonale wiedzą, jak należy się zachowywać, choć – jak same przyznały – zdarza im się o tym czasem zapominaćJ.
Po czytaniu i rozmowie wspólnie nakrywaliśmy stoły – dbałyśmy o tym, żeby wszystko znalazło się na właściwym miejscu. Następnie rozmawialiśmy o ulubionych potrawach. Spotkanie zakończyłyśmy kolorowaniem obrazków z jedzeniem, ze zwróceniem uwagi na to, co jest szczególnie zdrowe, a czego unikać w jadłospisie.
Innym razem postanowiłyśmy  pokazać przedszkolakom znaczenie słowa tolerancja.
 Jak zwykle rozpoczęliśmy nasze spotkanie od przeczytania opowieści. Jej bohaterką była mała myszka Franciszka, której podstępny kot oderwał ogonek, przez co stała się myszką „niepełnosprawną”. Doszliśmy do wniosku, że pieciolatkom najłatwiej wytłumaczyć, co oznacza termin „tolerancja” na przykładzie postaci z fizyczną ułomnością. Przedszkolaki z łatwością domyśliły się, że - podobnie jak myszka Franciszka - wszystkie osoby różniące się  wyglądem, chore, niedomagające mogą czuć się odrzucone przez społeczeństwo i jeśli wymagają one pomocy od pełnosprawnych osób, to powinny ją bezwzględnie otrzymywać. Równocześnie należy je traktować  jak każdego innego pełnoprawnego członka społeczności.
Następnie zaproponowałyśmy przedszkolakom zabawę ruchową w kotka urywającego myszkom ogonki. Jakaż była bieganina po całej sali – a jaka radość maluchów…..  Kolejnym elementem spotkania było wczuwanie się w rolę osoby niewidomej. Każde dziecko z zawiązanymi oczami i z kolegą –przewodnikiem miało za zadanie poruszać się po gęstym lesie, w którym w rolę drzew wcieliły się pozostałe przedszkolaki.  Dzieci z przejęciem opowiadały o swoich przeżyciach podczas spaceru z zamkniętymi oczami. Były wyraźnie onieśmielone i czuły duży dyskomfort w tej sytuacji. Na zakończenie deklarowały, że zawsze będą pomagać osobom niepełnosprawnym, będą je traktować bez uprzedzeń i z szacunkiem. Mamy nadzieję, że ta dziecięca otwartość i tolerancja wobec niepełnosprawności pozostanie w maluchach na zawsze.
Dzieci za każdym razem zachwycają  nas swoją otwartością, komunikatywnością i nieskończonymi pokładami pozytywnej energii. Spotkania z nimi to dla nas  nie tylko zadania projektowe, ale prawdziwa przyjemność!!!



piątek, 27 listopada 2015

Dziewczynki i chłopcy w akcji czyli druga wizyta w Przedszkolu im. Przyjaciół Bajek



Czas spędzony z dziećmi podczas radosnej zabawy płynie zdecydowanie szybciej. Potwierdziło to drugie spotkanie z wojkowickimi przedszkolakami w ramach realizacji projektu CEO PoczytajMY. Podobnie jak w ubiegłym miesiącu, dzieci zachwyciły nas swoim optymizmem, otwartością, jak również niewyczerpanymi pokładami twórczej energii. Tym razem pracowałyśmy z cztero i pięciolatkami.

Wyjeżdżałyśmy na spotkanie z nimi odrobinę niepewne, Klaudia Czajor tak mówi o swoim – nie tylko pierwszym - wrażeniu: Bardzo bałam się dzisiejszego dnia w przedszkolu, najbardziej tego, że nie będę w stanie zapanować nad cała grupą przedszkolaków .Jednak wchodząc na salę i widząc cudownie uśmiechnięte, grzeczne dzieci pomyślałam, że BĘDZIE SUPER! Po kilku minutach już wiedziałam, że się nie myliłam:) Maluchy były bardzo skupione, zaangażowane i gotowe zarówno do pracy, jak i do zabawy.

Zaproponowałyśmy przedszkolakom zabawy zainspirowane wierszykami Katarzyny Kowalskiej: Jak to dobrze być dziewczynką i Jak to dobrze być chłopakiem. Weronika Krzykawska zwróciła uwagę na to, że utwory bardzo przypadły naszym słuchaczom do gustu – dzieci niezwykle chętnie podjęły z nami rozmowę na temat tego, co lubią robić, w co się najchętniej bawią, czy w przedszkolu jest fajnie itp. Następnie dziewczynki malowały dla chłopców zabawki, natomiast chłopcy projektowali zabawki przeznaczone dla dziewczynek. Po pracy wymienili się swoimi dziełami. Była także zabawa w przeciąganie liny...

Czytanie maluchom i wspólna zabawa to przyjemność zarówno dla przedszkolaków, jak i dla nas. Po zajęciach wróciłyśmy z ogromnym zastrzykiem entuzjazmu i energią, którą „zaraziłyśmy” się od dzieci. Według Kasi Kowal wizyta w przedszkolu udała się doskonale: szybko złapałyśmy kontakt z dzieciaczkami, bawiliśmy się świetnie, jakikolwiek dystans przestał istnieć już po krótkim zapoznaniu się. Podobnego zdania jest Angelika Szymończyk: Mimo początkowego stresu, wizyta w przedszkolu bardzo mi się podobała. Pracowałam z bardzo zgraną, sympatyczną grupą dziewczynek z dużą wyobraźnią. Szybko nawiązałam z nimi kontakt, rozmawiałyśmy podczas rysowania o swoich zainteresowaniach. Najlepszą nagrodą były dla mnie zadowolone minki dzieci.


Sami zobaczcie, jak świetnie się bawiliśmy:


Wszystko zaczęło się od czytania


Czy dziewczynki i chłopcy lubią to samo? Niebawem się dowiemy....


Między nami dziewczynami:



Przyszedł czas na pracę w mniejszych grupach – Kasi chyba udało się nawiązać nić 
porozumienia z chłopakami.




Jak widać, nikt nie próżnował. Nawet podparta głowa to wyraz głębokiego namysłu 
nad koncepcją projektu.


Wszyscy w działaniu.


Dziewczyny pod opieką Angeliki ustalają szczegóły projektu.


Kasia demonstruje swój talent plastyczny. Ciekawe, co z tego wyjdzie.


Od słów do działania. To chyba będzie...robot!


Weronika ze swoim dziewczynkami.


Panowie! Zaangażowanie, kreatywność, skupienie... I to wszystko dla pań!




Super kolorowy automobil z serduszkami, motylkami, klockami i piłka... czyli chłopięce marzenia 
w oczach dziewczynek.


Robot w wersji MEGA WYPAS: z komórką, lodami , jeżdżącymi butami i latającym spodkiem, który właśnie wylądował na jego głowie. I oczywiście mnóstwo serduszek od dziewczynek!


Wymarzony domek dla dziewczynek. Chłopcy nie zapomnieli o żadnym szczególe!


Dziewczyny, czy przyjmiecie od nas prezent? Doskonale wiemy, co lubicie: lustereczka, serduszka, lalki i biżuterię... Chyba o niczym nie zapomnieliśmy...


Ale faaaaajne!!!



Po pracy czas na zabawę! Oczywiście – w przeciąganie liny. Kiedy bawimy się najlepiej? Gdy możemy być razem i każdy ma równe szanse.


Wszyscy zadowoleni i uśmiechnięci.




Do zobaczenia w przyszłym miesiącu:)



czwartek, 19 listopada 2015

Max Allan Collins – Ostre cięcie



Powieść napisana na podstawie kultowego amerykańskiego serialu – „Criminal Minds”. Lubię serial, więc z czystej ciekawości sięgnęłam po kryminał Collinsa... Od razu zostałam wciągnięta w dynamicznie rozgrywające się na kartkach książki śledztwo.

Elitarny zespół profilerów FBI zostaje poproszony o pomoc w sprawie morderstw ludzi bezdomnych. Jednostka BAU (Behavioral Analysis Unit – Jednostka Analiz Behawioralnych) jest jedyna w swoim rodzaju, dochodzenie opiera się na profilu, który zostaje tworzony poprzez bardzo szczegółową analizę zachowania niespa (niezidentyfikowanego sprawcy) podczas popełniania zbrodni.

Przenikanie do umysłu zabójcy to specjalność siedmiu agentów FBI: 

-Aron Hotchner- szef jednostki BAU, były prokurator jednocześnie najbardziej doświadczony agent federalny, który za wszelką cenę próbuje utrzymać równowagę między pracą- ciągłymi wyjazdami a życiem rodzinnym- wychowaniem syna.
- Derek Morgan- jest Starszym Agentem Specjalnym FBI, pewny siebie, o porywczym temperamencie. Wcześniej pracował jako saper w Chicago, przeniósł się jednak do jednostki BAU w Quantico.
-Emily Prentiss – agentka FBI, córka ambasadorki, która zostaje odgórnie do jednostki agenta Hotchnera, co początkowo nie podoba się zespołowi. Płynnie mówi w kilku językach. Na każdym kroku musi udowadniać, że dostała się do FBI dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu.
-Dr Spencer Reid - najmłodszy agent FBI, posiada 3 doktoraty, jego specjalnością jest profil geograficzny. Reid to geniusz z IQ wynoszącym 187, czyta 20,000 słów na minutę. Wyróżnia go pamięć ejdetyczna- potrafi odtworzyć sytuację z bardzo dużą dokładnością.
-Jennifer "JJ" Jareau- agentka FBI odpowiedzialna za kontakt z mediami, początkowo nie należy do profilerów, co z czasem ulega zmianie.
-Jason Gideon- agent FBI z największym stażem pracy, wraca do jednostki po sześciomiesięcznym urlopie zdrowotnym, nie zostaje on szefem jednostki, ponieważ przełożeni nie są przekonani, czy uporał się z przeszłością.
-Penelope Garcia- jest analitykiem technicznym BAU, oddana swojej pracy, najlepszy spec informatyczny w FBI.

Każdy z członków jednostki jest zupełnie inny, dzięki czemu dopełniają się przy tworzeniu profilu.

Każdy z nas inaczej wyobraża sobie seryjnego mordercę, czy aby na pewno wyróżniają się oni z tłumu ludzi, których codziennie spotykamy?


Nika